Reklama

Dom na Madagaskarze

Opatrzność Boża a zgorszenie z powodu zła

2018-06-20 08:09

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 25/2018, str. VIII

Ks. Zbigniew Chromy
Jerozolima. Bazylika Grobu Bożego – miejsce, w którym Bóg z największego zła wyprowadził największe dobro

Na początku powtórzmy pytanie obecne w Katechizmie Kościoła Katolickiego, postawione na zakończenie poprzedniego artykułu: Jeśli Bóg Stwórca troszczy się o wszystkie swoje stworzenia, to dlaczego istnieje zło? Oczywiście, jeśli ktoś oczekuje łatwej odpowiedzi na tak postawione pytanie, zapewne się zawiedzie, ponieważ nie wyczerpie go żadna łatwa odpowiedź, a na pewno nie uczyni tego krótki artykuł na 5000 znaków ze spacjami. Odpowiedzi na to pytanie udziela dopiero całość wiary chrześcijańskiej. Nie ma takiego elementu w orędziu chrześcijańskim, który nie byłby częściową odpowiedzią na pytanie o zło. Przypomnijmy więc, że rozumne i wolne stworzenia, aniołowie i ludzie, muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia przez wolny wybór, a przede wszystkim przez miłość. Mogą więc błądzić. Odwrócenie się od najwyższego Dobra, jakim jest Bóg, w akcie wolnej woli nigdy nie jest dobre i jest to najkrótsza klasyczna definicja grzechu, który jest „aversio a Deo, et inordinata conversio ad creaturas” – czyli odwróceniem się od Boga i nieuporządkowanym zwróceniem się ku stworzeniom. Istotnie, w wolności aniołowie i ludzie popełnili grzech i w ten sposób zło moralne weszło w świat. Dobry Bóg w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani pośrednio, nie jest przyczyną zła moralnego, ale dopuszcza je właśnie dlatego, że jest Miłością. Ponieważ miłość działa w przestrzeni wolności, ponieważ do miłości nie można zmusić, Bóg, który jest Miłością, musiał zgodzić się na eksperyment wolności, by Jego rozumne i wolne stworzenia w wolności odpowiedziały miłością na Jego miłość. Odpowiadając więc najkrócej na pytanie, dlaczego zło jest na święcie, możemy paradoksalnie powiedzieć: jest ono na świecie, bo Bóg jest Miłością!

Św. Augustyn, zajmujący się szczegółowo kwestią Bożej Opatrzności, zauważa słusznie, że: „Bóg wszechmogący... ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła”.

Ilustracją tej tezy jest biblijna historia Józefa Egipskiego, który dając się poznać braciom, którzy sprzedali go w niewolę, mówił do nich: „Nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg... Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić... że przeżył naród wielki” (Rdz 45,8; 50,20). Bóg z największego zła moralnego, „z odrzucenia i zabicia Syna Bożego, spowodowanego przez grzechy wszystkich ludzi, Bóg, w nadmiarze swojej łaski, wyprowadził największe dobro: uwielbienie Chrystusa i nasze Odkupienie” (KKK 312).

Reklama

Z nauką o Bożej Opatrzności związane jest ściśle nauczanie o przeznaczeniu. W protestanckich nurtach to nauczanie było przestawiane w taki sposób, że istotnie to Bóg był ostatecznie sprawcą dobra i zła. Nauka o podwójnym przeznaczeniu (predestynacji) wyrastała z koncepcji suwerennego Boga, który sprawuje władzę zarówno w sposób naturalny, jak i duchowy, według swojego odwiecznego planu. Według tego planu Bóg dając łaskę jednym, a odmawiając jej innym, odwiecznie jednych przeznacza do zbawienia, a innych na potępienie, ponieważ łaską jesteśmy zbawieni przez wiarę (Ef 2,8). Jeśli jesteś w gronie wybranych, to choćbyś grzeszył bez opamiętania, będziesz zbawiony, a jeśli nie jesteś w tym gronie, to choćbyś całe swe życie pokutował, i tak zostaniesz potępiony na mocy odwiecznego dekretu Boga, który zbawia kogo zechce. Te poglądy wyrosłe z namiętnego sporu wokół łaski i wolności, prowadzonego przez św. Augustyna ze zwolennikami Pelagiusza (przełom IV i V wieku) – w oparciu o Listy św. Pawła – zostały przez późniejszych uczniów Biskupa z Hippony mocno przerysowane i ostatecznie potępione na Synodzie w Orange w 529 r. Stały się one poglądem powszechnie przyjmowanym przez protestancką rewolucję, a we wspólnotach kalwińskich ich centralnym „dogmatem”.

Tymczasem przeznaczenie jest częścią nauki Bożej Opatrzności i służy naszemu zbawieniu. Przykładem jest Maryja, która nie uczyniła niczego, by zostać niepokalanie poczętą, otrzymała tę łaskę w ramach przeznaczenia. Ludzka natura Chrystusa również nie uczyniła niczego, by zostać powołaną do unii z naturą Boską i w ten sposób tworzyć z nią jedną Boską Osobę Jezusa Chrystusa. To właśnie w Nim, w Synu Bożym, Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,4-7).

A zatem wierzymy mocno, że to Bóg jest Władcą świata i historii. Drogi Opatrzności Bożej są dla nas często nieznane. Kiedy jednak skończy się poznanie częściowe, zobaczymy Go „twarzą w twarz” (1 Kor 13,12), i poznamy wtedy w pełni, jakimi drogami Pan Bóg prowadził nas, nawet przez dramaty zła i grzechu, do portów zbawienia (KKK 314).

Tagi:
zło Opatrzność

Stąpanie po ziemi dotkniętej przez zło

2018-12-05 11:05

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 20

Thomas-Leuthard-Foter.com-CC-BY

Świat można zmieniać, nawet jeżeli wypadki całkowicie temu przeczą. Uwierzyć w to – to już pierwszy sukces, pierwszy krok ku temu, czego pragniemy. Ważne jednak jest to, aby nasze pragnienia były dobre – przynosiły dobre owoce. Nie mogą one zatem służyć jedynie celom doraźnym i przyziemnym. Banał, a jednak nigdy dość jego powtarzania.

Ku czemu zmierzam? Kiedy po raz pierwszy powiedziałem znajomym, że mam zamiar stworzyć kolejny odcinek serii „Łowca smoków” i nie chcę korzystać przy tym z żadnego instytucjonalnego źródła finansowania, większość moich rozmówców przewidywała klęskę tego planu. Wiara w siłę wdowiego grosza, w zaangażowanie zwykłych ludzi, którzy mogą dokonywać rzeczy niezwykłych, wydawała się naiwna i blada.

– Jak on chce zrobić trudny i kosztowny film, nie mając ani grosza na jego realizację. Ot mitoman! Kiedy życie powie mu: sprawdzam!, pozostanie z niczym w dłoniach – takie zdania najczęściej słyszałem jako komentarz do mojego pomysłu. Nie wziąłem pieniędzy z żadnej państwowej spółki, z żadnego ministerstwa, od żadnego ważniaka... W tym gronie niedowiarków byli nawet ludzie, którzy na co dzień są mi przyjaźni... Nie wierzyli jednak w to, co im mówiłem: Mój cel jest dobry, a skoro taki jest, to nie muszę się martwić o środki na jego realizację. Wierzcie mi: nie martwiłem się o środki na realizację filmu, bardziej starałem się domyśleć formułę nowego projektu niż zamartwiać się tym, że nie mam pieniędzy na realizację swoich zamysłów. Tak powstał pomysł, który miał doprowadzić do realizacji filmu „Święci z Doliny Niniwy”, wyłaniał się powoli z mgły dobrych intencji i przeczuć. Aż wreszcie zdałem sobie sprawę z faktu, że to dzieje się niezależnie ode mnie – ja jestem tylko robotnikiem, któremu został powierzony pewien plan.

Kiedy – z wdowiego grosza, wpłat po 5, po 10 zł – zebrał się solidny fundusz i było już jasne, że możemy się zabierać do naszego działania, pojawiły się koszmarne problemy z iracką wizą. Pech chciał, że właśnie w tym czasie w Iraku odbyły się wybory parlamentarne, zmienił się rząd, zmieniła się zatem i obsada Ambasady Iraku w Warszawie. Przez prawie 4 miesiące czekaliśmy na wizy, bez których nie moglibyśmy się poruszać po chrześcijańskich miastach w Dolinie Niniwy. Czas biegł i znów wiele osób zwątpiło w to, czy kiedykolwiek zrealizuję film, na który wpłaciło ponad 1600 ofiarodawców – to największy (jak się okazało) tego rodzaju projekt w Polsce. 1600 moich sponsorów, cząstkowych producentów mojego filmu, spoglądało na mnie spokojnie, ale z coraz większym oczekiwaniem w oczach. W końcu cała moja ekipa dostała irackie wizy, które zostały wbite do paszportów.

I teraz stanąłem na płycie dobrze mi już znanego lotniska w Erbilu. Wraz ze mną moi współpracownicy: Bartek Rutkowski – szef Fundacji „Orla Straż”, D. Polak – żołnierz, który z bronią w ręku walczył w obronie chrześcijan – kobiet i dzieci – przed barbarzyńskimi zagonami tzw. Państwa Islamskiego. Czekał na nas kurdyjski przyjaciel – Farhang i tak wspólnie ruszamy naprzeciw zdarzeniom, które nie wiemy jeszcze, gdzie i do czego nas zaprowadzą.

Kilka godzin później siedzimy w wykwintnej kawiarni mieszczącej się w ogromnym budynku „Ankawa Mall”, pijemy kawę i palimy sziszę, omawiamy plan zdjęciowy. Okazuje się, że właścicielami kawiarni są chrześcijanie z... Doliny Niniwy. Na głównym miejscu wisi tam wizerunek Najświętszej Maryi Panny. Gospodarze, podsłyszawszy, że rozmawiamy po polsku, puszczają z głośników polskie piosenki, m.in. mądry utwór wykonywany przez Halinę Frąckowiak...

„Ankawa Mall” to miejsce symboliczne, 3 lata temu w tym samym ogromnym budynku mieścił się ogromny obóz dla uchodźców – dla ludzi, którzy chcąc ratować swoje życie i nie chcąc wyrzec się swojej chrześcijańskiej wiary, pozostawili cały majątek i uciekli z miasta Karakosh. Był to ich jedyny wówczas dach nad głową. Byłem tu w 2015 r., wśród tego bezmiaru upokorzenia i cierpienia, obiecywałem, że wrócę, że coś dla nich zrobię. Oni uprzejmie kiwali głowami, ale ich zmęczone spojrzenia wyrażały zwątpienie w to, co mówię. – Przed tobą było tu już wielu tobie podobnych, przyjeżdżali z całego świata, karmili się naszymi cierpieniami i zrobiwszy swoje reportaże, zdjęcia, filmy, natychmiast znikali bez echa, spoceni, w poszukiwaniu nowych modnych tematów, nowych ofiar, których cierpienie wyda się jeszcze większe, jeszcze bardziej widowiskowe – mówili. Zrealizowałem film „Insha Allah”, opowiadający o tzw. Państwie Islamskim i jego ofiarach. Ciągle jednak towarzyszył mi niedosyt, przekonanie, że jednak czegoś jeszcze nie zrobiłem, coś zaniedbałem.

Zrządzeniem losu, ale przecież nieprzypadkowym, trafiłem na Bartka Rutkowskiego i Piotra Szarka. Dzięki Bartkowi udało się zebrać ponad pół miliona złotych na odbudowę chrześcijańskiego miasta Karakosh, a dzięki Piotrowi zrealizowałem klip zawierający prośbę o wpłaty na pomoc dla naszych braci chrześcijan. W naszym spocie – za darmo – wystąpili m.in.: Emilian Kamiński, Halina Frąckowiak, Halina Łabonarska, Marcin Kwaśny, Marta Januszewska, Arkadiusz Janiczek. I wtedy pojawił się projekt kolejnego odcinka cyklu „Łowcy smoków” – „Święci z Doliny Niniwy”. Zgromadziłem fundusz na realizację filmu i... tak dzień po dniu coś się dzieje, coś się wypełnia. Dzięki Piotrowi Szarkowi spotkałem się z Robertem Jansonem, kompozytorem i wrażliwym człowiekiem, z naszego spotkania zrodziła się pieśń przewodnia do powstającego filmu „Niebo zgwałconych aniołów”.

Teraz jesteśmy w Iraku, pojawia się wiele możliwości, wiele planów, jeszcze nie mamy wykrystalizowanej formy filmu i ostatecznego jego scenariusza, ale jakaś dobra siła popycha nas do przodu. Poruszamy się tu ostrożnie, ale dzięki temu uważnie słuchamy naszych bohaterów. Dumą napawa nas fakt, że Polacy zaskarbili sobie tu szacunek i przyjaźń. Do potrzebujących trafia tu duża pomoc ze strony naszego Kościoła, a także od organizacji takich jak „Orla Straż” Bartka Rutkowskiego. Dzięki temu możemy realizować zdjęcia do filmu, spotykać ciekawych rozmówców i poznawać realia życia, za które właśnie Polacy powinni dziś wziąć odpowiedzialność. Nikt się nie zatroszczy o cierpiących wyznawców Jezusa Chrystusa, jeśli nie uczynią tego właśnie Polacy.

Nie możemy dziś oglądać się za siebie, to właśnie my jesteśmy odpowiedzialni za świat. Ktoś może powiedzieć: Panie Gadowski, po co tyle patosu, po co tyle wielkich słów? Niech pan robi to, co pan potrafi, i nie agituje, nie dorabia do tego ideologii. I pewnie – z perspektywy Warszawy – będzie miał rację. Kiedy jednak przyjeżdża się tu, do irackiego kotła, gdzie właśnie gotują się interesy USA, Rosji, Turcji, Iranu, Izraela, gdzie ścierają się ze sobą szyickie milicje, regularna iracka armia, kurdyjscy peszmergowie Barzaniego, marksiści spod skrzydeł Abdullaha Öcalana, jazydzi, chrześcijańskie oddziały samoobrony – miary rzeczy zmieniają się radykalnie. Tu sytuacja zmienia się codziennie, wraz z pogodą. Niedola szarych ludzi jest tak realna i dojmująca, że nie sposób spoglądać na to wszystko chłodnym, reporterskim okiem. Jak widzicie, nie znaleźliśmy się w tym miejscu teraz przypadkiem – mamy coś do zrobienia, aby jednak w pełni zrozumieć pracę, jaką mamy do wykonania, musimy być skupieni, wyczuleni na delikatny powiew, który tylko czasami się zjawia, aby owiać nasze twarze. Jeszcze nie widzimy ostatecznego kształtu, ale gorąco dyskutujemy między sobą i wierzymy w to, że prowadzi nas siła mądrzejsza i ważniejsza niż nasze ambicje i zamierzenia.

Aby jednak coś z tego, co tu robimy, wyszło, konieczne jest nie tylko nasze zastanawianie się, ale – co tu kryć – wsparcie modlitwą i dobrymi myślami. Wiem, że dziwacznie brzmią takie słowa w ustach dziennikarza, ale bez modlitwy można jedynie napaść własną pychę, stworzyć coś, co będzie tylko imitacją czegoś ważnego i poważnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Uczestnicy Rejsu Niepodległości już w Panamie

2019-01-22 21:17

pb (KAI Panama) / Panama

Uczestnicy Rejsu Niepodległości są już w Panamie. Na 34. Światowe Dni Młodzieży przybyły osoby, które właśnie przypłynęły tam na żaglowcu „Dar Młodzieży”, jak również te, które wcześniej uczestniczyły w poszczególnych etapach podróży. – Panama jest piękna! – mówią w rozmowie z KAI.

Krzysztof Tadej

„Dar Młodzieży” pozostanie w stolicy Panamy do 28 stycznia. Cumuje w porcie Balboa, znajdującym się w pobliżu wejścia do Kanału Panamskiego od strony Oceanu Spokojnego. Uczestnicy rejsu zaprosili na pokład żaglowca papieża Franciszka, który będzie przebywał z wizytą w Panamie w dniach 23-27 stycznia.

- Chcemy być młodymi ambasadorami Polski – powiedziała KAI Dominika Hoft ze Środy Wielkopolskiej. Dodała, że już sam fakt udziału w Rejsie Niepodległości był wielkim zaszczytem, bo „mogliśmy w różnych portach świata mówić o Polsce, o tym, jaka jest piękna”. - Chcemy się tym podzielić także tutaj, w Panamie. To w końcu u nas dwa i pół roku temu odbyły się poprzednie Światowe Dni Młodzieży. Jest to dla nas fajne podsumowanie tego czasu i wykorzystamy to w stu procentach – podkreśliła Dominika, która na koszulce miała napis: „Bądź spokojny, Bóg czuwa i wie, co robi”.

- Ludzie w różnych krajach nas rozpoznawali i pytali o Polskę – zaznaczyła Anna Konopka z Krakowa. Rejs Niepodległości nazwała niesamowitą inicjatywą, dzięki której świętowała niepodległość „całym ciałem i duchem”.

Przyznała, że pierwszy raz miała okazję być na statku i poczuła na własnej skórze trudy z tym związane, które ją jednak umocniły.

Wyjaśniła, że rejs był podzielony na dziewięć odcinków i poszczególne grupy uczestników uczestniczyły w jednym z nich. Ale zwieńczeniem całego rejsu są Światowe Dni Młodzieży, dlatego do Panamy przylecieli wszyscy, którzy płynęli w Rejsie Niepodległości.

- Kiedy w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie papież ogłosił, że kolejne odbędą się w Panamie, to zamarzyłam, że chcę tam być, choć wydawało się to czymś dla mnie niemożliwym – zwierza się Agnieszka Szymczyk z Kielc. - Ale kiedy poszłam na studia, zobaczyłam ogłoszenie o konkursie na udział w Rejsie Niepodległości, którego kulminacją miał być właśnie pobyt na ŚDM w Panamie. Zgłosiłam się, choć z żeglowaniem nie miałam nigdy żadnej styczności. Mieszkam w województwie świętokrzyskim, więc nigdy nie sądziłam, że będę marynarzem, że będę wchodziła na reję, że będę myła pokłady i że poznam tylu niesamowitych ludzi. To niezwykłe doświadczenie i przygoda. Po dwóch i pół roku przyleciałam do Panamy ze znajomymi z Rejsu Niepodległości i mam zaszczyt uczestniczyć w tych wydarzeniach – opowiada Agnieszka.

Pytana, co trzeba było zrobić, żeby wygrać konkurs na udział w rejsie, tłumaczy, że składał się on z dwóch etapów. - Pierwszym było dodanie na Facebooku zdjęcia, które przedstawiało naszą małą ojczyznę, miejsce, do którego jesteśmy przywiązani, i zbieranie lajków od znajomych. Kto przeszedł do drugiego etapu, uczestniczył w Warszawie w konkursie wiedzy z zakresu Biblii, żeglugi i historii Polski. Po drugim etapie zostali wyłonieni zwycięzcy – wyjaśniła Szymczyk.

„Dar Młodzieży” wyruszył z Gdyni 20 maja 2018 r. W czasie całego rejsu przez jego pokład przewinie się niemal 1000 uczestników. Przybili lub jeszcze przybiją w sumie do 22 portów w 18 państwach świata na czterech kontynentach. Do Gdyni żaglowiec wróci 28 marca br.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przewodniczący Episkopatu w 6. rocznicę śmierci kard. Glempa: podziwiałem jego wielką roztropność

2019-01-23 20:07

BP KEP / Warszawa (KAI)

Kościół katolicki w Polsce powinien być wdzięczny kard. Józefowi Glempowi za to wszystko, co zrobił w swoim czasie, w tak napiętym momencie naszych dziejów. Za to, co zrobił dla dobra naszej Ojczyzny – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w 6. rocznicę śmierci kard. Józefa Glempa.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

Przewodniczący Episkopatu, wspominając postać śp. kard. Józefa Glempa, podkreślił, że to osoba bardzo znacząca, również ze względu na to, w jakich czasach przyszło mu żyć. „Ks. kard. Wyszyński przeżywał trudności i cierpienia w czasach stalinizmu i później. Ale ks. kard. Glemp miał również swoje trudności - w czasie stanu wojennego, gdy trzeba było zająć stanowisko kościelne, ewangeliczne, także w tym momencie, gdy chodziło o niebezpieczeństwo wojny domowej” – mówił Przewodniczący Episkopatu.

„Podziwiałem w Księdzu Kardynale jego wielką roztropność. Oprócz doskonałego wykształcenia, miał w swoim charakterze wielką ostrożność w wypowiadaniu się i wydawaniu decyzji. Jego decyzje były zawsze bardzo przemyślane” – powiedział abp Gądecki. Podkreślił, że kard. Glemp doskonale się orientował w zawiłościach czasów, w których żył. Dodał, że nie dał się nigdy wykorzystać przez służby specjalne. „Wydaje mi się, że Jego postać po śmierci nabiera jeszcze większego znaczenia, tak w świetle słów, które wypowiedział, jak i w świetle książek o nim” - zauważył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem